List dziennikarki Kseni Sobczak adresowany do reżysera Nikity Michałkowa

sobchak-vs-mihalkov

Nikita Siergiejewicz Michałkow – radziecki oraz rosyjski aktor, reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Jest synem poety, autora słów do hymnu radzieckiego jak i rosyjskiego, Siergieja Michałkowa oraz bratem równie znanego reżysera Andrieja Konczałowskiego. Najbardziej znane filmy Michałkowa z radzieckiego okresu to Niewolnica miłości (1976), Niedokończony utwór na pianolę (na podstawie Czechowa, 1977) oraz Oczy czarne (1987), z Marcello Mastroiannim.
Najwybitniejszym dziełem reżysera po upadku ZSRR są Spaleni słońcem, komediodramat ukazujący losy prominentnej sowieckiej rodziny w okresie wielkiej czystki. Film został uhonorowany Oscarem w 1995, zebrał także szereg innych nagród i stał się sukcesem kasowym. Jak sam o sobie mówi jest artystą propaństwowym, energicznie wspiera politykę Władimira Putina. Z entuzjazmem zareagował na aneksję Krymu. Krytyków Kremla miesza z błotem.

Ksienija Anatoljewna Sobczak – rosyjska prezenterka telewizyjna, dziennikarka, celebrytka, pochodzenia polsko-czeskiego, córka znanego rosyjskiego polityka Anatolija Sobczaka, byłego mera Sankt Petersburga (w okresie sprawowania funkcji mera blisko współpracował z późniejszym prezydentem Władimirem Putinem (który był najpierw doradcą, a następnie zastępcą Sobczaka).
W mediach zachodnich określana często jako „rosyjska Paris Hilton”. Wśród licznych głośnych historii z udziałem Sobczak wymienić można incydent z 28 grudnia 2008, gdy udało jej się, dzięki posiadanym znajomościom, wymusić na liniach lotniczych Aerofłot wymianę załogi w samolocie mającym lecieć do Nowego Jorku, bowiem kapitan zapowiadając rejs, wywołał u pasażerów wrażenie osoby pijanej, jednak protesty na pokładzie zadziałały dopiero, gdy Sobczak zadzwoniła do swoich wysoko postawionych znajomych.

List otwarty do Nikity Michałkowa.

Szanowny Nikito Siergiejewiczu!

Niestety, lecz nie mam takiej możliwości, by odpowiedzieć Panu za pośrednictwem programu telewizyjnego na kanale „Rossija – 24” z prostej przyczyny albowiem takie stacje telewizyjne nie zapraszają do udziału w swoim programie osób podzielających mój punkt widzenia. A goszczą tam jedynie ci, którzy podtrzymują pańskie stanowisko. Najwyraźniej z tego powodu musi Pan wygłaszać monologi przed kamerami zamiast wziąć udział w programie na żywo w dyskusjach z Makarewiczem, Sobczak lub z którymś z pańskich oponentów.

Korzystając z okazji wznawiam zaproszenie do wzięcia udziału w moim programie „Sobczak na żywo”. Wiem, że potrafi Pan zawzięcie bronić własne przekonania, więc zamiast tego by wygłaszać monologi aktorskie, mógłby Pan przecież bezpośrednio wziąć udział w dyskusji. Ale póki co piszę do Pana.

Nie zamierzam również komentować fragmentu pańskiej wypowiedzi na temat Andrieja Makarewicza (lider zespołu „Maszyna wriemieni” – czyli „Wehikuł czasu”,  jedna z głównych postaci w radzieckiej i rosyjskiej muzyce rockowej). Znam go jako człowieka mądrego i odważnego. Jeśli on sam uzna to za konieczne, powie Panu o tym. Ale chciałabym poruszyć jedyną kwestię, która świadczy o naruszeniu podstawowych zasad logiki.

Czemu więc nie zwróci Pan nagród wstrętnym Amerykanom?

Z pana słów jak rozumiem apeluje Pan do Makarewicza, aby oddał swoje nagrody cytuję: „Po co odbierasz nagrody od tych, których tak traktujesz? Dlaczego korzystasz z tych przywilejów danych Tobie, owszem zasłużyłeś na nie, ale dostałeś je od ludzi, których nie darzysz ponoć jakimkolwiek szacunkiem?. Zanim usłyszałam tę wypowiedź, naiwnie sądziłam, że tacy zasłużeni działacze kultury, jak Makarewicz i bez wątpienia Pan sam, otrzymują nagrody od państwa. Natomiast prezydent, minister kultury lub którykolwiek inny wysoko postawiony urzędnik, przypinający odznaczenie do klapy marynarki lub wręczający dyplom uznania, pełni jedynie rolę reprezentanta państwa. Niezależnie od tego, czy prezydentowi albo ministrowi kultury osobiście podoba się twórczość danego artysty, który wniósł istotny wkład do rosyjskiej kultury, on powinien  tę nagrodę wręczyć.

Najwidoczniej już o wiele wcześniej zrozumiał Pan to, co jeszcze do tej pory nie dotarło do innych. Niestety lecz nagrody w naszym kraju, są przyznawane a zarazem wręczane wyłącznie przez ludzi, którzy są przekonani w tym, że to oni reprezentują te państwo, inaczej mówiąc w tzw., lepszych tradycjach władcy słońca Ludwika XIV – autora słynnego powiedzenia: „Państwo to ja!”. Jako zagorzały monarchista ma Pan pełne prawo podzielać ten nieco egzotyczny jak na XXI wiek punkt widzenia.

W takim bądź razie, Nikito Siergiejewiczu, apeluję do Pana, by pozostał Pan konsekwentny. Niech więc zwróci Pan swego Oskara dla wstrętnych Amerykanów, którzy „bombardują Irak i Libię” i „nękają” przywódców innych państw! Przecież i tak ich Pan nie szanuje, nieprawdaż? A przy okazji niech zwróci Pan „Gejropie” (Europie Gejów) statuetki otrzymane w Hiszpanii, Francji i we Włoszech. Oczywiście w ramach protestu wobec ustanowionych tymi państwami sankcji.

Istotnie ważne (tu według pańskiej logiki i retoryki jest zabrnięcie wystarczająco wysoko) – proszę sprecyzować, jakich konkretnie członków rządów Rosji i ZSRR Pan szanuje, a którym według Pana należy przywrócić przyznane im niegdyś wyróżnienia. Po wnikliwym zapoznaniu się z długą listą Pańskich nagród nie trudno jest dostrzec, że był Pan uwielbiany przez wszystkie władze w różnym okresie swej działalności. Można byłoby przypuszczać, że urzędnicy państwowi po prostu wypełniali wówczas swoje obowiązki, a w rzeczywistości wyrazy uznania składali Panu przeciętni ludzie czyli po prostu naród. Ale przecież sam Pan podkreślił, że ostatecznie decyzje w takich kwestiach podejmują konkretne osoby, a nie „naród”. Prosiłabym więc jasno określić, które nagrody i przez kogo przyznane Pan pozostawi sobie a których się zrzeknie! Od nagród przyznanych z czasów RFSRR? czy ZSRR? Z okresu prezydentury Jelcyna zapewne Pan zrezygnuje, pozostawiając jedynie sobie nagrody z okresu panowania Putina? Proszę niech Pan da przykład dla Makarewicza prawdziwej konsekwencji i wierności głoszonych przez siebie zasad!

Przejdźmy zatem do kolejnej istotnie ważnej kwestii wokół Krymu Cytując pańską wypowiedz mówi Pan następująco: „Flota powinna była się wycofać, ponieważ w 1954 r., nie całkowicie adekwatny osobnik z butem w dłoni podarował Krym swoim rodakom, że tak powiem dla braci przyrodnich? Przecież nic takiego się nie stało! On po prostu „przemieścił się” powiedzmy z jednego do drugiego miejsca lecz nadal pozostawał częścią ZSRR, no tak, przekazali coś tam a coś tu, nic takiego wielkiego, pożyczyli czy wydzierżawili – wszystko jedno przecież wiz i tak nie trzeba było, granic też nie ma. Ale w momencie gdy ZSRR rozpadł się, wówczas trzeba było zabrać Krym z powrotem, odzyskać, przywrócić go na łono ojczyzny”.

Nikito Siergiejewiczu, zgadzam się z Panem: „trzeba było odzyskać”. Świetnie, że tak powiem Pan to ujął. Tyle, że Rosja NIE odzyskała Krymu. Naprzeciwko, Jelcyn podpisał Białowieskie porozumienie, na mocy, którego Krym pozostał częścią Ukrainy już nie w charakterze „prezentu” od Chruszczowa, ale jako konsekwencji konkretnych negocjacji. Nieco później w związku z warunkami Memorandum Budapesztańskiego, Ukraina przekazała dla Rosji cały swój potencjał nuklearny i stała się krajem wolnym od broni jądrowej. (Boże, wyobraża Pan sobie co by było, gdyby obecnie Ukraina dysponowała tego typu bronią?).

Można by było wystarczająco długo dyskutować, na temat tego czy powinno się te dokumenty ratyfikować, czy też nie. Ale tak zostało to ustalone w Porozumieniu Białowieskim. A prezydent W. Putin, ośmielę się Panu przypomnieć, został następcą przywódcy, który owe porozumienie podpisał w imieniu ojczyzny w której my z Panem żyjemy. I ani jedna z jego kampanii wyborczych nigdy nie była oparta na tezie, że powyższe umowy międzynarodowe należało by unieważnić.

Zapewne pamięta Pan dramat Ostrowskiego „Panna bez posagu” (jeden z ostatnich utworów Ostrowskiego, napisany w 1879 r. – należy do najlepszych sztuk tego świetnego realisty) , ile jest warte „uczciwe kupieckie słowo”? Prawdę mówiąc, w sztuce te słowa wypowiada Wasia Bożewatow – wyrachowany „okcydentalista” (okcydentalizm, lub zapadniczestwo, zapadnictwo – ruch społeczno-polityczny w Rosji funkcjonujący w latach 1830–1860, opowiadający się za przeprowadzeniem w Rosji reform upodabniających ustrój i społeczeństwo rosyjskie do cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Od lat 60. XIX w. zwolenników poglądów dotąd definiowanych jako okcydentalistyczne w Rosji określa się jako liberałów), a nie pozujący na szlachetnego ziemianina Paratow… Wie Pan, jestem podobnego zdania, że Krym powinien był stać się częścią Rosji, a nie przedmiotem przetargów prowadzonych z Ukrainą i Amerykanami, którzy w negocjacjach odegrali bardzo istotną rolę. Tyle, że tę historyczną niesprawiedliwość trzeba było rozstrzygnąć w drodze wieloletnich rozmów z Ukrainą, poprzez tak zwane budowanie wzajemnych stosunków wykorzystując przy tym dyplomację. A nie kraść kandelabr z płonącego domu sąsiada, jeśli nawet ten kandelabr, został  mu podarowany niegdyś po pijanemu.

Prawda niestety jest taka, że wieloletnia rosyjska polityka zagraniczna  na Ukrainie poniosła całkowitą klęskę. Zamiast dyplomacji zaczęliśmy stosować polityczne plądrowanie. Można byłoby nawet zapomnieć o „aspekcie moralnym”. W polityce każdego państwa moralność zawsze przegrywa z wyrachowaniem. Ale przecież te skutki gospodarcze, które przyjdzie się nam na własnej skórze doznać w ciągu najbliższych lat, odczuje każdy Rosjanin. W rezultacie wychodzi na to, że nasze państwo dopuściło się bezprecedensowego aktu politycznego, w wyniku którego naraziliśmy się na potępienie ze strony społeczności międzynarodowej, a na dodatek nie będziemy czerpać z tego żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie, gospodarka naszego kraju poważnie na tym ucierpi.

Lecz to jedynie uwagi na marginesie. A teraz przejdźmy tak naprawdę do rzeczy. Obiecał pan telewidzom, że kiedyś przy okazji opowie im pan o technice oswojenia podłości. Ja napiszę o niej już teraz i zrobię to na przykładzie Pańskich komentarzy do mojego poprzedniego artykułu.

1. Pyta Pan: „Ksiusza, a na czym Pani zarabia pieniądze? Czy przypadkiem nie na tym by PKB było niższe? Nie tym, czym zajmujecie się wszyscy?

Te pytanie pasuje bardziej do stylu w filmie z cyklu „Anatomia protestu”. Kim są ci tajemniczy tzw., „wszyscy”. I jaki widzi Pan związek pomiędzy moją działalnością zawodową a spadkiem PKB?

Ciekawi Pana, jak ja zarabiam? Już wyjaśniam. Swego czasu trafnie zainwestowałam w akcje „Jewrosieti”(rosyjskiej korporacji działającej na rynku telefonów komórkowych), poza tym jestem założycielką i akcjonariuszem sieci restauracji „Bublik” (Obwarzanek) oraz redaktorem naczelnym wydanego przeze mnie nowego czasopisma SNC Magazine. Podróżuję po całym kraju wraz z mistrzami treningu z zakresu motywacji i sukcesu pod tytułem „Sobczak na żywo”. Prowadzę też imprezy korporacyjne i okolicznościowe w wielu rosyjskich miastach, otrzymuję zarówno pensję prezenterki radiowo – telewizyjnej. Ze wszystkich moich dochodów regularnie odprowadzam podatki. Wartość wszystkich sprzedanych czasopism, prowadzonych przeze mnie imprez oraz wszystkich deserów zamówionych w restauracjach „Bublik” stanowi jakiś tam ułamek procentu PKB, rozumianego w ścisłym tego znaczeniu słowa. W wyniku mojej działalności PKB się nie zmniejsza, lecz wrasta.

A jeżeli chodzi o stymulowanie wzrostu PKB w skali kraju to już nie jest to zadanie dla dziennikarzy i redaktorów naczelnych, a dla urzędników i ministrów. To dziwne, że mając tylu wysoko postawionych znajomych, swoje pretensje kieruje Pan właśnie pod mój adres.

2. Czy choć raz kiedykolwiek powiedzieliście coś na temat tragicznej sytuacji naszego rolnictwa, czy podnieśliście z tego powodu trwogę? Zrobiliście to chociażby jeden raz, nowobogaccy miłośnicy gęsiej wątróbki? W tym swoim niewielkim świecie Rublowki i Twierskoj, w tym malutkim środowisku imprezowiczów i kreatywnej mniejszości, nie myśleliście kiedykolwiek o tych ludziach, którzy całe życie uczyli się produkować maszyny produkcyjne, samochody, samoloty czy rakiety, a potem zmuszeni zostali dosłownie do żebraniny? Wy też jesteście temu winni!

No, cóż po pierwsze, panie Michałkow, jak Panu nie wstyd? Zapomniał Pan o tym, że sam Pan mieszka na Rublowce, na Nikolinej Górze, we wspaniałej willi? Zapomniał Pan, że jest właścicielem posiadłości nad Oką o powierzchni 50 hektarów (według nawet niektórych źródeł – 150 ha)!

I czemuż to Pan zalicza mnie do tzw., „kreatywnej mniejszości”? Przecież oboje należymy do tej samej kategorii, ludzi z zawodem humanistycznym. No, chyba że siebie zalicza Pan do „niekreatywnej większości”?

Nie pojmuję jednego, z jakiej racji Pan – człowiek, który otrzymuje ogromne dotacje państwowe, najwyraźniej dzięki podatku zbieranego od przeciętnych obywateli – nagle występuje w ich imieniu. Ale jeżeli tak doskonale zna Pan tych najzwyklejszych ludzi, to proszę zaprosić tych ludzi z fabryki „Kalibr” aby zobaczyli moje mieszkanie na Twerskiej (który zna już każdy członek OMON (Otriad Mobilnyj Osobogo Naznaczenija- potocznie Czarne berety) – rosyjska (wcześniej radziecka) jednostka sił specjalnych w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji) w kraju). A następnie zawieść ich do swojej posiadłości, gdzie dwa lata temu gościł Pan ministra kultury Miedińskiego i szefa moskiewskiego departamentu kultury Kapkowa.

Któryś z tych dwojga panów z wielkim zachwytem opowiadał mi potem o pełnej przepychu ogromnej posiadłości, o dwóch domkach gościnnych, osobnych budynkach dla służby, o stajni i o terenach łowieckich a także łaźni zbudowanej na pontonach dosłownie na powierzchni jeziora (z której jest Pan szczególnie dumny). Mój rozmówca opowiadał zarówno o stole uginającym się pod ciężarem półmisków i o licznej służbie, jak u prawdziwego ziemianina. A Pan próbuje  mnie  tutaj zawstydzić „gęsimi wątróbkami”?

Różnica między nami polega na tym, że ja uważam, iż reżyser pańskiej klasy ma prawo żyć w ten sposób, o ile oczywiście sam na to wszystko zarobił.

Pan mnie oskarża, że mam czelność nie pisać o rolnictwie i że „nie biję w dzwony”? Ależ biję na alarm codziennie. Tylko, że mój „dzwon” – nieco inny. Walczę o wolność słowa ze wszystkich sił, przeprowadzam wywiady, które nie mają szansy na wyemitowanie w rosyjskiej telewizji państwowej. I według mnie kwestia wolności słowa jest nie mniej ważna, a niżeli rolnictwo. W Rosji po prostu nie istnieje takie zjawisko jak śledztwo dziennikarskie, a o czwartej władzy nie ma nawet co marzyć. Oto właśnie walczę i takie problemy nagłaśniam.

I na dodatek mam pytanie: jak mam rozumieć słowa, że „brałam w tym udział”? Udział w czym? W czym tkwi moja wina? Jakie fabryki zostały przeze mnie zamknięte? A może narozrabiałam nie sama, a wspólnie z Makarewiczem?

Prawdę mówiąc, może Pan nie odpowiadać nawet na te pytanie. Rozumiem, że kiedy pisał Pan te słowa, wówczas górę wzięły emocje. A artysta oczywiście ma prawo do emocjonalnych wypowiedzi.

3. „To właśnie pani proponuje, że tak powiem, kapitulację Leningradu w imię zmniejszenia liczby ofiar”.

Za te słowa powinien Pan moim zdaniem przeprosić, albo przytoczyć  dosłownie powiedziany przeze mnie cytat, w którym ja to proponuję. Niestety nie mogę odpowiadać za cały zespół redakcyjny z którym ja pracuję. W swoim imieniu mogę jedynie powiedzieć, że wątpić, pytać i zastanawiać się powinien każdy myślący człowiek a niezbita prawda na tym nie ucierpi. Nawet jeżeli dla mnie osobiście te pytanie pokarze się niestosowne w dniu Pamięci, ja sądzę, że dziennikarz ma prawo je zadać. A Pan jako człowiek wykształcony powinien wiedzieć o tym, że jednym z pierwszych, kto postawił w ten sposób te pytanie był znany rosyjski pisarz Wiktor Astafiew, a nie stacja telewizyjna „Dożd’.

4. „Nie proponuję pani stanąć przy obrabiarce lub doić krowy, skądże. Pani nie może się tym zajmować. Pani jest utalentowana”.

Jak mam to rozumieć? Dość nieoczekiwanie p. Nikito Siergiejwiczu, występuje w roli obrońcy chłopów i robotników uważając, że  praca w fabryce, dojenie krów to zajęcie wyłącznie dla nieutalentowanych? Czyżby tak wielki aktor na sekundę wypadł z roli? Czy może wyrwało się Panu to, co faktycznie pan sądzi?

Odnośnie „dojenia” to zabawne, że wybrał Pan właśnie ten przykład. Ponieważ doić to nie po prostu piłować Na dojeniu faktycznie trzeba się znać. Wie Pan, „dojenie” wymaga pewnych umiejętności

5. „Nie zechciałaby Pani wystąpić, powiedzmy w fabryce „Kalibr”? Lub na fermie, gdzie ludzie pracują od 600 rano do północy? ”

Cóż, propozycję wystąpienia przed ludźmi pracy przyjmuję z chęcią. Problem w tym, że w Rosji, zwanej przez Pana „wolnym krajem”, z jakiegoś powodu praktycznie nie uniemożliwia się występy, czy to w fabryce, czy w telewizji, a już o staniu na ulicy z transparentem nie wspomnę.

Dziwne, nieprawdaż? Jeśli pan zarekomenduje mnie u organizatorów takich masowych imprez, to z przyjemnością odczytam przed publicznością niniejszy artykuł i wiele innych. Przecież one nie są o ostrygach i paszteciku Strasburskim – (foie-gras) – Pan doskonale o tym wie i na tym właśnie polega obrzydliwość pańskich zarzutów. Moje artykuły są o tym, że marzenia każdego człowieka, nieważne – bogatego czy biednego, jego pragnienie spokojnego, pozbawionego agresji, swobodnego i bezpiecznego życia, w naszym kraju zawsze były mniej istotne, niż czyjeś tam imperialistyczne ambicje…

6. „Niepokoi panią, że wstrzymają wizy i nie zdąży pani wskoczyć do ostatniego pociągu na trasie Moskwa – Ryga. To szczyt marzeń? Teraz pojmuję …”

Moje pytanie w artykule na temat połączenia między Moskwą a Rygą pozostaje nadal otwarte. Proszę zauważyć, nie daję na nie odpowiedzi. Pan odpowiedział zamiast mnie i pańska odpowiedź wiele mówi nie tyle o mnie ile o Panu.

Jak w anegdocie: Rabinowicz jedzie służbowo do Ameryki. W dniu, kiedy powinien był wrócić, nadchodzi list: „Przyjaciele, to była trudna decyzja ale wybrałem wolność”. Zaraz po tym natychmiast zwołuje się plenum partii, wszczyna się procedura wykluczenia odszczepieńca z jej szeregów. Aż tu nagle wchodzi sam Rabinowicz i mówi: „Wybrałem wolność, czyli  ZSRR.  A o czym wyście pomyśleli?”

Widzi Pan, Nikito Siergiejewiczu, ja urodziłam się w Rosji i kocham swój kraj. Nie polityków ani urzędników, a właśnie kraj. I nigdzie nie zamierzam stąd emigrować.

7. Wielkie dzięki za przypomnienie historyjki z mojego dzieciństwa. Sama, szczerze mówiąc, zupełnie o niej zapomniałam a Pan mi ją teraz przypomniał. „Weszła mała dziewczynka, w wieku 10-11 lat, z ochroniarzem. Usiadła dosłownie naprzeciwko mnie, przywitaliśmy się. Podłubała widelcem w talerzu, pokaprysiła trochę i wyszła. Kiedy już drzwi się za dziewczynką zamknęły, jej mama, siedząca obok mnie madam Narusowa, powiedziała: „Wiecie, czemu już sobie poszła?” Odpowiedziałem: „Nie wiem”. – „Bo się obraziła …”. To po prostu ordynarne! Właśnie tak jest. Mała dziewczynka obraża się, bo mężczyźni nie wstali, kiedy ona weszła,”.

Nie wiem jak Panu, ale mi jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło się usprawiedliwiać za coś co uczyniłam mając 10 lat. A propos: jaki Pan był w  tym wieku ?

Prawdę mówiąc, w opowiedzianej przez pana historyjce nie widzę nic dziwnego. Zgodzi się Pan ze mną, że w każdej rodzinie są pewne normy wychowawcze: u jednych kobiety padają plackiem, kiedy do domu wchodzi mężczyzna, u innych na odwrót: to mężczyźni wstają na widok wchodzącej kobiety… Chodzi jednak o to, że opisana przez Pana sytuacja miała nieco wcześniej swój początek i to akurat ja doskonale pamiętam. Przed pańską wizytą w Smolnym gościli u nas Mścisław Rostropowicz i Jewgienij Lebiediew. Kiedy weszłam do kuchni, obaj wstali. Nieźle mnie to wówczas speszyło, a Rostropowicz wziął mnie za ramiona i powiedział uśmiechając się: „Zapamiętaj, dziecinko: kiedy wchodzi dama, mężczyźni powinni wstawać”. Taką właśnie lekcję dobrych manier wtedy usłyszałam.

A tutaj jak na złość następnego dnia Pan nas odwiedził. Proszę wybaczyć, byłam wrażliwym dzieckiem i chłonęłam nową wiedzę jak gąbka.

Wstyd się przyznać, ale mimo upływu lat wciąż darzę większą sympatią mężczyzn, którzy wstają na widok wchodzącej kobiety.

A jeśli chodzi o bezguście i banalność – cóż, niezręcznie mi o tym mówić, ale dam Panu przykład. Wystarczy wziąć przepiękną muzykę Artiemiewa (kompozytor, autor muzyki do wielu filmów Michałkowa), zilustrować ją czarno-białymi fotografiami robotników i górników, a do tego dramatycznym głosem odczytać naciągnięty za uszy komentarz… O, na przykład w ten sposób: „Nikito Siergiejewiczu, niech pan opowie tym ludziom, że wydał pan 40 milionów na film, na który potem zaganiano wycieczki szkolne, żeby chociaż trochę zwiększyć jego oglądalność. Niech im pan opowie, po co panu tysiące hektarów ziemi, dwa osobne domy dla gości i własne stajnie, podczas gdy oni gnieżdżą się w maleńkich mieszkaniach. Niech pan odpowie weteranom kinematografii na pytanie, gdzie się podział ich fundusz emerytalny?”

Taki właśnie chwyt, jak ten powyższy, uważam za szczyt prostactwa i banału. Za coś takiego swoich studentów zapewne surowo by Pan skarcił. Jestem pewna, że doskonale Pan dostrzegł i zrozumiał, co chciałam poprzez ten przykład wyrazić. I być może właśnie świadomość, jak bardzo płytki jest ten filmik, będzie najbardziej dotkliwą karą dla Pana – artysty, który zaczynając od takich dzieł, jak „Swój wśród obcych, obcy wśród swoich”, „Pięć wieczorów”, „Niedokończony utwór na pianolę”, „Niewolnica miłości” czy „Kilka dni z życia Obłomowa”, reprezentuje dziś poziom „Spalonych słońcem 2” i filmowej laurki z okazji urodzin prezydenta pod tytułem „55”.Cóż, wybaczy Pan, ale ja Pana śladem nie pójdę.

Na zakończenie nie zacytuję ludowego przysłowia, jak Pan to zrobił – znany obrońca i miłośnik mas chłopsko-robotniczych. Za to przytoczę taki oto cytat:

„Wartości moralne nie są towarem. Można je zniszczyć, ale nie da się ich kupić. Każda konkretna wartość moralna użyteczna jest wyłącznie dla jednej ze stron, więc kupowanie czy kradzież nie mają sensu. Pan Prezydent uważa, że kupił artystę malarza Kwadrygę. To błędne założenie. On kupił jedynie pacykarza Kwadrygę, natomiast artysta przesączył mu się gdzieś przez palce i umarł” (bracia Strugaccy, „Brzydkie łabędzie”).

źródło: http://www.snob.ru/profile/24691/blog/80450

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityka i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>